(9kB) Mariański Dom Rekolekcyjny "Betlejem" w Sulejówku
 
(7kB) (17kB)
Strona główna
Słowo życia
Oferta
Dojazd
Galeria
Historia
Kościół
św. Józefa
"w lesie" - aktualności
Słowo Boże
Żyć liturgią
Modlitwa Psalmami
Wprowadzenie do Psalmów
Przygotowanie do spowiedzi
Inne
Triduum Paschalne
Kontakt

Triduum Paschalne

Wielki Piątek

„Jednym z elementów liturgii wielkopiątkowej w Kościele katolickim jest tak zwane odsłonięcie krzyża. Kapłan odsłania duży krzyż i klękając, śpiewa trzykrotnie: „Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata. Pójdźmy, pokłońmy się!”.
Treść zawarta w majestatycznej prostocie owego liturgicznego gestu, stanowi jedynie blade odbicie tego, co się faktycznie dokonywało i dokonuje w dziejach ludzkości. Krzyż Chrystusa rzucił bowiem swój cień na wszystkie czasy. To prawda¸ że na przestrzeni historii tylko raz; w roku 33, za panowania cesarza Tyberiusza, wznosił on się trzy godziny na miejscu straceń przed bramą miasta Jeruzalem. Ale na tę pozornie tak krótką chwilę czekały całe ludzkie dzieje. Spłynęło w nią wszystko, co było przedtem. Ona stała się ukrytym sensem i celem długich tysiącleci, które ten krzyż poprzedziły. Moc tego zdarzenia wypełniała już mgliście i niejasno czasy praojców, patriarchów i wszystkich pokoleń. Ku niemu zmierzały w sposób niewidoczny i nieświadomy, ale kierowane tajemną mądrością Pana wszechdziejów, wszystkie drogi, po których od pierwszego dnia historii ludzkości, płacząc, wędrowali skrwawionymi stopami wszyscy ludzie, przeważnie nie wiedząc, dokąd idą. Wszystkie wydarzenia historii świata dopiero wtedy mogły wydać swój dojrzały plon, którym jest wieczność, kiedy w pełni czasów dokonało się to właśnie wydarzenie. Jeśli ludzie przed Chrystusem błądzili, to dlatego, że nie znali jedynego bieguna tego czasu – Krzyża, który sam jeden stoi w miejscu, gdy wszystko inne się zmienia. (...) I jak przedtem ludzkość od początku swej historii i swej niedoli kroczyła nieustannie w tajemniczym cieniu Krzyża zasłoniętego, tak odtąd ludzie już przez dwa tysiąclecia – świadomi tego lub nie – ciagną niekończącym się, szarym pochodem po wszystkich wybojach i bezsensownych meandrach swej życiowej drogi, kierując się bardzo wyraźnie ku temu Krzyżowi, już odsłoniętemu. (...) Wielu przechodzi mimo. Wielu przystaje. Spoglądają przelotnie na Tego, który wisi na owej szubiennicy, i gwałtownie przyspieszają kroku. Bo nie chcą mieć z tym nic wspólnego. (...) Wielu przechodzi mimo. Spojrzą raz jeszcze, pokręcą głową, zaśmieją się, rzucą jakieś bluźnierstwo, a może i posmutnieją. (...) Wielu przechodzi mimo. Idą dalej. Czy ja też jestem wśród tych przechodzących mimo? Mimo prawdy życia, mimo Boga, mimo prawdziwego zbawienia? Czy jestem w tym pochodzie, który przechodząc mimo Krzyża ginie w mroku? (...) Wielu przechodzi obok odsłoniętego krzyża i idzie dalej. Ale wielu zatrzymuje się i pozostaje. Bo tu jest ich miejsce. Bo tutaj znaleźli wszystko. Więc zostają. Klękają. Całują rany Pana. Przed tym krzyżem klękają grzesznicy – och, wszyscy przecież nimi jesteśmy. Bo to myśmy Go ukrzyżowali. My włożyliśmy na Niego nasze grzechy. To nasz grzech zrodził śmierć, która Go pokonała. Odcierpiał za winy,które my popełniliśmy. Grzesznicy całują rany przez siebie samych zadane. Mordercy uciekają przed swoją winą do Zamordowanego, kaci – do swojej własnej ofiary. Dlatego i ja uciekam się do Niego. I mówią grzesznicy – a wszyscy oni są przecież wraz z Nim ukrzyżowani na krzyżu swej własnej winy. Panie, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królewstwa.”

Karl Rahner, Wielki Piątek

.